Fidget spinner to absolutna nowość na rynku zabawek i gadżetów. To trójkątny przedmiot, który można prosto wprowadzić w ruch, sprawiając, że będzie kręcić się dookoła własnej osi, przyciągając naszą uwagę i – zgodnie z zapewnieniem producentów – walczyć z dekoncentracją. Zabawka właściwie szturmem wdarła się na rynek. Czy utrzyma się na nim na dłużej? A może fidget spinner to po prostu nowa, przelotna moda?

Skąd się to wszystko wzięło?

Patent na fidget spinner powstał już w 1993 roku i jest autorstwa Catherine Hettinger, która, swoją drogą, nie zarobiła na własnym wynalazku ani centa i sama zmaga się z kłopotami finansowymi. Jednak dopiero w tym roku zabawka okazała się absolutnym hitem, co wydaje się trochę dziwne, biorąc pod uwagę jej prostotę. Na tle coraz bardziej skomplikowanych gadżetów, nie wspominając już o grach komputerowych i Playstation, fidget spinner wydaje się niczym z dawnej epoki. A mimo to przyciąga uwagę. Czy jednak w sposób taki, jakby życzyli sobie tego nauczyciele i rodzice?

Teoretycznie zabawka ma służyć pomocą tym dzieciom, które łatwo się dekoncentrują, ma skupić ich uwagę. I faktycznie, skupia ją. Szkoda tylko, że na sobie. Zdarza się, że szkoły zakazują używania przedmiotu, ponieważ zamiast uczestniczyć w lekcjach, młodzi bawią się i wcale nie wynoszą z zajęć więcej niż do tej pory.

Przelotna moda?

Z całą pewnością coś kryje się w tej niepozornej zabawce. Prostotą przypomina bąka, wyglądem coś, co mogłoby przydać się mechanikowi, ale nie dziecku. Sprzedawcy zgodnie twierdzą, że wprowadzenie fidget spinner na rynek stanowi dla nich niezły zastrzyk gotówki, ponieważ z jakichś powodów na gadżet panuje istny szał. Czy jednak ma on szansę się utrzymać? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Prawdopodobnie zainteresowanie fidget spinnerem zmaleje podobnie jak ma to miejsce w przypadku każdej innej mody. Trzeba jednak przyznać, że właśnie ta zabawka stanowi pewien przełom – otworzyła w świecie gadżetów drzwi dla prostoty pozbawionej elektroniki i być może faktycznie służącej wyciszeniu. Jeśli tak, to chyba dobrze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *